Chłopiec siedzi w ciemnym pomieszczeniu z słuchawkami na uszach, przed ekranem komputera, na którym włączona jest kolorowa gra. Ubrany niechlujnie, w pognieciony T-shirt.

Fikasz? Klikam i znikasz – gdy komputer jest najważniejszy

Witam,

Jestem ojcem dwójki dzieci, córka ma dziesięć lat, syn trzynaście. Stanowimy dobrą, kochającą się rodzinę. Nie ma kłótni, alkoholu, przemocy. Z żoną staramy się aby naszym dzieciom nie brakowało niczego, żeby nie odstawały od rówieśników i były szczęśliwie. I tak właściwie było. Patryk i Natalia mimo różnicy wieku dobrze się dogadywali, pomagali w domu (oczywiście niechętnie i nie natychmiast, cudów nie ma). Mieliśmy wszyscy dobry kontakt. Jednak od kilku miesięcy zauważyłem, że syn zmienił się. Stał się opryskliwy, wulgarny, wystraszony, małomówny i zamknięty w sobie. Godzinami siedzi przed komputerem, nie rozstaje się ze smartfonem. Na zwróconą uwagę żeby przerwał grę reaguje agresją. Trudno oderwać go monitora, nawet ulubione potrawy nie zawsze wyciągają go z pokoju. Mówi jakimś dziwnym językiem, jest nieobecny i obcy.  Odciąłem go od Internetu, ale jakoś poradził sobie z tym i dalej był w sieci. Poza tym zdaję sobie sprawę, że Internet jest potrzebny do nauki i odrabiania lekcji. Przyznam się, że trochę się z żoną pogubiliśmy. Bardzo się boję co dalej z nim będzie, obawiam się, że syn mógł się uzależnić od sieci i gier. Gdzie popełniliśmy błąd i czy Patrykowi można pomóc? A może to tylko bunt nastolatka?
Zbigniew

 

Tego typu zapytania otrzymuję w ramach pracy zawodowej. Wszelkie podobieństwo do osób i zdarzeń jest przypadkowe. Imiona wskazane w liście są fikcyjne. 

 

Niestety wszystkie opisane oznaki świadczą o tym, że syn jest uzależniony od gier i komputera. Owszem, może się na to nałożyć typowy dla wieku bunt dorastania, ale główną przyczyną zachowań jest komputer. Wynalazek cenny, przydatny i niebezpieczny jednocześnie. Dotyka coraz większą liczbę osób dorosłych, młodzieży i dzieci. Proces uzależnienia następuje niepostrzeżenie i w większości przypadków szybko. Zaczyna się od gier w listki i cukierki, kucyki i syrenki, w telefonach i tabletach rodziców, które dzieci dostają żeby „się czymś zajęły”. Potem przychodzi czas na własny komputer, profil na portalu społecznościowym, kilka tożsamości w sieci, agresja, anonimowość. Odreagowywanie niepowodzeń szkolnych i domowych w odrealnionych grach. Tam poniewierane w klasie chucherko staje się niepokonanym bohaterem, poniżany nieudacznik zwycięzcą, klasowy przywódcy i dręczyciel przywódcą nieustraszonej bandy.

 

Lepiej, szybciej, mocniej

Wirtualny świat każdego przyjmie z otwartymi ramionami. I nie wypuści. Jest jak alkohol i dopalacze – chwile kołyszącej euforii i ruina psychiki oraz ciała. Przesiadujący coraz dłużej przed ekranami i ekranikami zatracają się i znikają z realnego życia, które już ich nie dotyczy. Przestają zwracać uwagę na otoczenie, liczy się życie od enter. To prawdziwe, w którym się rozmawia, uczy, je, śpi, rozwiązuje problemy, spaceruje, gra w piłkę, odwiedza dziadków, wychodzi z psem, głaszcze kota, karmi chomika jest nudne, irytujące i niepotrzebne. Real przegrywa z krzemem. Dzieci wciągniętych w drugi świat urzekają kolory, możliwości i wszechwładza. Bohaterowie gier w które się wcielają, wrogowie, z którymi grają, domy i społeczności, które tworzą skutecznie izolują je od życia. Kilka. Kilkanaście godzin dziennie spędzanych w sieci rujnują postrzeganie świata realnego, demolują uczucia i odczucia rzeczywistości.

Rodzicom trudno zauważyć kiedy korzystanie z komputera i Internetu przechodzi w uzależnienie. Przecież tak doskonale orientuje się w necie, zna wszystkie nowinki, potrafi wszystko znaleźć, zdobywa tyle informacji, myszka nie ma dla niego tajemnic, bez kompleksów, poszerza swoje horyzonty. Za moich czasów wszystko trzeba było przepisywać z encyklopedii z półki rodziców – myślą zadowoleni, serfując w laptopie na kolanach. Myślenie, że póki siedzi w domu i nigdzie się nie włóczy jest powszechne i zdradliwe. To jak z siedzeniem na słońcu, długie i bez kremu z filtrem, szkodzi. Dlaczego więc zostawiać dzieci sam na sam na długie godziny?

 

Escepe czyli koniec świata

Zalogowani do swojego świata zazdrośnie pilnują kodu dostępu. Nie chcą rozmawiać na żadne tematy z lamusami z realu. Nie panują nad czasem spędzanym w sieci, pół godziny na sprawdzenie poczty i pisanie maili zmienia się z dwie godziny, kwadrans na ściągnięcie lektury w całą noc. Na nic zdają się przysięgi i obietnice, że już nigdy więcej, że tylko na minutkę itd.  Do tragedii urasta awaria sieci czy uszkodzenie sprzętu. Bezradność i panikę wywołuje brak dostępu. Zakazy i odcięcie wrogość, agresję a nawet próby samobójcze.

Każdy z sygnałów jest ważny, na każdy trzeba reagować i zawsze można pomóc.

Jacek Pawłowski- psycholog