Wyciągniętą przed siebie prawa dłoń oparta na szybie zmoczonej deszczem. Dłoń jest młoda ale nie można rozpoznać czy chłopięca czy dziewczęca. Za szybą widać budynek wielorodzinny. Całość w ciemnych barwach

Sznyty wieloryba

W latach 2017 – 2018  do Polski dotarło arcyniebezpieczne zjawisko nazywane grą Niebieski Wieloryb. Jej ofiarami były dzieci, przed którymi „opiekun” , manipulator, stawiał kolejne zadania. Do wykonania było ich 50, od okaleczania się, przez m.in. nakaz milczenia czy siadanie na skraju dachu, po dokonanie samobójstwa. Taki miał być finał. Również w naszym województwie odnotowano ofiary okaleczeń.

Gry tego typu krążą po sieci do dnia dzisiejszego. Zabawy ocierające się o śmierć lub prowadzące do utraty życia pojawiają się w coraz to innych platformach, dostępnych dla najmłodszych.

 

Policja bije na alarm, apeluje o obserwowanie zachowania dzieci

Obecnie głośno jest o “Blackout challenge”. To znane z TikToka wyzwanie, polegające na przyduszaniu się do utraty przytomności. W wyniku tego wyzwania zmarło co najmniej siedmioro dzieci, z czego najmłodsze miało osiem lat. Pomimo, że TikTok jest oficjalnie dostępny od 13 roku życia, nie ma przeszkód aby młodsze dzieci z niego korzystały.  Za dobór materiałów dla użytkowników odpowiada algorytm, którego celem jest utrzymanie widza przy ekranie. Rodzicie części ofiar pozwali TikTok za promowanie niebezpiecznych treści.

Jaki chory umysł może wymyślać takie potworne „gry”? Dziecko? Osoba dorosła?

Nie będąc profilerem mogę tylko przypuszczać, że „opiekunem” jest osoba dorosła. Ewidentnie zaburzona, która mogła doznać krzywdy ze strony dorosłych i rówieśników. Samotnik i outsaider, kłaniający się sąsiadom i wysypujący okruchy wróblom. Niepozorny i skupiony. Inteligentny i pomysłowy. Bez litości i współczucia, które jest mu obce. Dywagacje można mnożyć i budować obraz kogoś z pogranicza psychopatycznych horrorów takich jak „Piła” czy „Hostel”. Tylko, że to ktoś prawdziwy. Nie czarna wołga wymysłem zbiorowej wyobraźni z dawnych lat. Przypuszczam, że ofiar takich gier będzie przybywać.

Wielorybem czy  Blackout challenge interesują się już ośmio, dziewięciolatki! Pytają o bezdech, śmierć, rany, krew. Przerażeni rodzice kierują rozmowę na inne tory i myślą, że w ten sposób uchronią maluchy. A rozmawiać trzeba. Wyjaśniać, obserwować, słuchać i samemu pytać.

Mam mieszane uczucia co do ogłaszania faktu o każdej ofierze. Sprawca będzie utwierdzany w przekonaniu o swojej skuteczności i sławie. Chociaż o sławę chyba najmniej tu chodzi. Owszem, trzeba organizować spotkania z młodzieżą i rodzicami, ale nagłaśniać zjawiska w spektakularny sposób… Niektórym rodzicom przyda się wykalibrować czujność. Nastolatki, wbrew deklaracjom o samodzielności, dorosłości, potrzebują uwagi.

 

Dlaczego młodzież „wchodzi” w takie gry? Co je w nich pociąga?

Tajemniczość, nimb niesamowitości, poczucie misji, przynależności do elitarnej grupy wybrańców, poczucie wyjątkowości, sprawdzenia się. Bycie „kogoś”. Sama nazwa „opiekun” dzieciom, nastolatkom kojarzy się dobrze. Nie jak ci okropni rodzice, którzy nic nie rozumieją. Chcą tylko piątek i żeby zjadać śniadanie. Skoro opiekun to na pewno chce dla nich dobrze. Nagroda będzie na końcu, boli, ale warto. Za ikonkę przychylności zniosą ból i pewnie zadadzą go innym. Pochwała i przechodzenie kolejnych stopni wtajemniczenia stają się najważniejszym celem. Strach przed wyjściem na mięczaka i dzieciaka, obawa przed blamażem i upokorzeniem. Nie wiadomo jakie piekło może zgotować nieposłusznemu graczowi. Ktoś z tamtej strony telefonu mistrzowsko opanował techniki manipulacyjne. A tym bardzo trudno się przeciwstawić, nawet dorosłym, a co dopiero nastolatkom, które są podatne na wpływy, jak gąbka na wodę. Nie można też wymagać od dzieci żeby były mądre, uważne, ostrożne jak my.

 

Bycie czujnym i co jeszcze?

Jako dorośli możemy im mówić o niebezpieczeństwie od pierwszego kliknięcia i naszej miłości do nich. Bez względu na okoliczności i moment konfliktu, w jakim akurat jesteśmy. Niech on ma nawet las jedynek i nieobecności, niech się skarżą na niego sąsiedzi i nauczyciele itd. Ale niech wie, że ma nas i że wspólnie wszystkiemu zaradzimy, zażegnamy i pomożemy. Nie panikujmy i nie krzyczmy. I niech nie padnie okrutne „rób jak chcesz”, „żebyś potem nie żałował”. Niemal każdy rodzic ma na koncie przynajmniej jedno takie zdanie bezsilności.

 

Jakie dzieci są najbardziej narażone na to, ze dadzą się wciągnąć, ulegną manipulacji?

Prawie wszystkie, ale bardziej te nadwrażliwe, wycofane i niezrozumiałe. Wyautowane poza klasę i rodzinę. Tak, poza rodziną też można być, nawet gdy się śpi we własnym pokoju. Dzieci, nastolatki mają proporcjonalnie takie same problemy jak dorośli, może nawet większe. To tylko z perspektywy dorosłych dzieciństwo i dorastanie jawi się jako pasmo beztroski z gołym pępkiem i klasowymi wycieczkami. A młodzieńczość to jeden z najgorszych okresów człowieka.

Z fundacją prowadzimy warsztaty i wykłady dla młodzieży. Jak sobie radzić ze stresem, samotnością i osamotnieniem, przemocą, agresją, autoagresją, kompleksami, niską samooceną, smutkiem, lękami, brakiem chęci do działania i życia. A to tylko część kłopotów, które nęka młodych ludzi. Dotychczas na zajęciach wspólnie dociekaliśmy źródeł problemów, nazywaliśmy je i próbowaliśmy szukać rozwiązań lub pomocy. W jednej takiej dyskusji młodzież (ósma klasa) stwierdziła przerażającą rzeczy, że „teraz, proszę pana, jest moda na depresję”(!). Osoba smutna, zgnębiona i beznadziejnie szara jest na topie. Wszyscy zwracają na nią uwagę, przejmują się i licytują kto ma gorzej. Podejrzani są ci uśmiechnięci i bez kłopotów. Takie czasy. Samookaleczeń nie wymyślił niebieski wieloryb.

Nastolatkowie zadają sobie ból żeby złagodzić niewyobrażalne napięcie, strach i niepewność. Pijany agresywny ojciec, chłodna matka, wymagania ponad siły, mobbing w klasie, odrzucone uczucie, samotność, uzależnienie od trawki, amfetaminy, alkoholu. Dorosłego by powaliło. Więc, w sytuacji kiedy już pocięty trafia na grę od razu wskakuje na wyższy level. Kiedy dopiero zaczyna widzi w tym dobre wyjście na uporanie się z nierozwiązywalnymi problemami. Nierozwiązywalnymi, bo ukrytymi. Przed rodzicami, rówieśnikami i całym światem. Dzieciaki z kłopotami to zawsze dobry i łatwy cel.

 

Czy informacja „nie mam zamiaru się ciąć, to głupota” powinna  uspokoić?

Po trosze tak, ale nie do końca. To niestety ruletka. Ile razy rodzice słyszeli zapewnienia, że ani jednego buszka, ani kuleczki z dopalaczem, ani łyczka, ani, ani. Potem zwyciężała ciekawość, dostosowanie się do grupy, niefrasobliwość i młodzieńczość. A z resztą dorośli też bywają jak żaby co się zarzekają błota. Ale to bardzo dobrze, że i dorośli, i dzieci, i nauczyciele wiedzą o co chodzi. Łatwiej o ostrzeżenia i ochronę. Powstało nawet coś na kształt kontrwieloryba – Różowa Panda. Zorganizowała ją grupa nastolatek. Panda „żąda” zupełnie innych czynności, stawia zadania, które wymagają uwagi, czasu i dobroci. „Zjedz coś pysznego”, „uśmiechaj się przez cały dzień”, „narysuj różowe serduszka na dłoni”, „pomóż komuś” itd. Ta gra też ma „opiekuna” i podopiecznych. Jest coraz bardziej popularna, przyłączają się do niej nie zważając na kolor, chłopaki.

 

Jak rozmawiać o takim zagrożeniu z dziećmi?

To zadanie dla tych dorosłych, starszych, którzy mają dobry kontakt z młodzieżą. Gdybym powiedział, że dla każdego dorosłego, to nikt by się nie przejął i myślał, że ktoś to zrobi za nich. Trzeba o tym mówić, ale też bez przesady i nadgorliwości. Bo wtedy możemy uzyskać zupełnie odwrotny efekt. Wiadomo, zakazany owoc jest kuszący.

Musimy pamiętać, że właściwie już dziesięciolatek wchodzi w wiek buntu. Kiedy dziecko  dochodzi do wniosku, że wie lepiej nikt nie będzie mu mówił co może a co nie. Ale kiedy odstąpienie od zalogowania się w samodestrukcyjnej grze zasugeruje mu starsze rodzeństwo, fajny wujek czy nowoczesna babcia może zadziałać. Wszystkie metody są dobre, byle subtelne i nie policyjne. I znowu, będę powtarzał do znudzenia: mówmy dzieciom o naszej miłości, uwadze. Rozmawiajmy, mówienie to za mało.

 

Jak daleko można się posunąć w kontroli?

Przeglądać telefon? Obserwować facebooka?

Obserwacja facebooka, instagrama, TikToka tak. Jednak powstrzymajmy się od komentowania wpisów, choćby nie wiadomo jak nas wkurzało (a będzie). Co z korespondencją? Jestem trochę rozdarty między tajemnicą korespondencji, prywatnością i prawem do intymności a bezpieczeństwem. Przegląd telefonu bez zgody właściciela to wyraźny sygnał braku zaufania i ewidentne łamanie prawa do intymności. . Wiadomości mogą być  wysyłane i kasowane na bieżąco. W telefonie może nie być śladu. W przeciwieństwie do tych na ciele i w zachowaniu dziecka. Długie rękawy, unikanie bokserek do spania i kusych koszulek na ramiączkach. Golfy, szaliki, chusty. Unikanie basenu, lekcji w-f i innych sytuacji, w których trzeba odkryć jakikolwiek fragment ciała.

Kiedy coś wzbudzi nasz niepokój podejdźmy spokojnie i zwyczajnie spytajmy. Czasem naprawdę to wystarczy żeby potem dziecku pomóc. A kiedy nie czujemy się na siłach zwróćmy się do psychologa. Wierzę, że nie taki wieloryb straszny.

 

Jacek Pawłowski- psycholog